niedziela, 15 listopada 2015

Rozdział 33 - "Wróć - weź mnie ze sobą...Przyjdź i uratuj mnie..."

- Charlie... - spojrzałam przerażona na blondyna. - On musi ochłonąć, daj mu czas - wyszeptał. - A co jeśli on... - Nie... On jest mimo wszystko silny - pocałował mnie w czoło. - Boję się o niego, Charlie - wtuliłam się w chłopaka, a z moich oczu popłynęły łzy. ~~*~~ Brunet biegł przed siebie. Nadal nie docierało do niego to co się stało... Ona? Nie żyje? I do tego sama odebrała sobie życie? Nie wiedział co ma o tym myśleć... Poczucie winy mieszało się ze smutkiem, złością i strachem. Mimo, że się kłócili była mu podświadomie potrzebna, jej obecność dawała mu uczucie bezpieczeństwa. Każdego dnia widział ją, czasem bolało, ale ten ból był niczym w porównaniu do tego, co czuł teraz... - Dlaczego to zrobiłaś? - wyszeptał - Dlaczego? Czy byłem aż tak zły? Najpierw mnie zostawiłaś, przestałaś kochać...a potem? Potem to zrobiłaś. Nie wrócisz... Dlaczego? Jak mogłaś mnie zostawić? - pytał tak naprawdę nie mogąc uzyskać odpowiedzi. Wszedł do parku i znalazł miejsce które znał tylko on... I ona. Ale jej już nie było. I nigdy nie wróci... ~Edyta: Leondre nadal nie wracał, a ja coraz bardziej się martwiłam. Był w złym stanie...On się krótko mówiąc załamał... - Edi - Charlie chwycił mnie za biodra - Nie zamartwiaj się - pocałował mnie w policzek. - A co jak mu się coś stanie - szepnęłam. - Edyta, będzie dobrze... - Charlie, ale on nie wraca - odwróciłam się przodem do niego. - Obiecuje, że jeśli za godzinę nie wróci to go poszukamy, oki? - Dobrze, skarbie - wtuliłam się w niego. ~Leondre: Siedziałem na ławce ciągle ocierając łzy. Dotarło do mnie to wszystko i boli jeszcze bardziej. Zamknąłem oczy i ujrzałem jej piękną twarz, jej uśmiech... Była idealna... Idealna dla mnie...

"Nie ma słów, które zniszczą Cię we mnie
Przenoszę się do miejsc w których mam Cię
Na zawsze, jesteś dla mnie
Twój obraz w mojej głowie nie zgaśnie
Nie zgaśnie, nie wyblaknie
Zachowam Cię już w sercu na zawsze, na zawsze"

~~*~~
Robiłyśmy krok za krokiem wczuwając się w muzyke. Gdy już kończyłyśmy, w pewnej chwili Edi się zatrzymała i zaczerwieniła, a ja zaczęłam się z niej śmiać jak debil, po czym spojrzałam na drzwi, w których stał mój chłopak z uniesionymi brwiami śmiejąc się ze mnie. - Mogę na chwile porwać? - spytał dziewczyn. - Taa, bierz ją, tylko nie szalej - Edytka wybuchnęła śmiechem. - Bez obaw - zaśmiał się, a ja do niego podeszłam. Chwycił moją rękę i zabrał mnie do mojego pokoju. - Aż tak się stęskniłeś? - zaśmiałam się. - Tak - pocałował mnie. Zrobiłam krok do tyłu, ale niestety zahaczyłam o łóżko i przewróciłam się na nie, a brunet na mnie. Zaczęłam się śmiać, ale przerwał to kolejnym pocałunkiem. Deja vi? Być może, ale nie mam czasu na zastanawianie się nad tym. Odwzajemniłam jego pocałunek i wplątałam mu dłoń we włosy. Postanowiłam się z nim podroczyć i przygryzłam jego wargę tak, że nie miał możliwości, by całować mnie dalej. - Tak się nie bawimy - zaśmiał się. - Nie? - spytałam kokieteryjnie. - Nie - znowu wpił się w moje usta. - Leo - odsunęłam się. - Hmm? - Zaraz tu ktoś wejdzie - westchnęłam. - Nie wejdzie - uśmiechnął się. - Leo! - Majka... - Jak coś, to będzie na ciebie - odpowiedziałam, po czym wybuchnęłam śmiechem. - Znowu psujesz zabawę - przewrócił oczami, na co popłakałam się ze śmiechu.
- Zabawę? Na serio Leo, nie wierzę w Ciebie - nie mogłam się powstrzymać.
- A co, jak się bawić to się bawić - wybuchł śmiechem.
- Okej, źle mi się to już kojarzy...
- Zboczuch!
- Się odezwał - na moje słowa zrobił minę pedofila. No i uspokajanie się od nowa.
- Dobra, chodź - wziął mnie za rękę i przyciągnął w stronę drzwi.
- Co ty robisz? - parsknęłam śmiechem.
- Miałem Wam powiedzieć, że ja i Charlie musimy już jechać, i że macie zejść do nas na dół - wyjaśnił.
- Wow, nawet udało Ci się zapamiętać tyle informacji, jestem z Ciebie dumna, chłopczyku
- Mówi ta, co śmieję się z byle powodu - zakpił.
- Ej, stop! Mnie się nie obraża, deklu - znowu zaczęłam się śmiać...
~~*~~
Wspominałem jej uśmiech, cudowny optymizm, który widziałem prawie każdego dnia. Nie wykorzystałem tego. Zmarnowałem coś tak cudownego. Ostatnio coraz częściej płakała...
- Kochanie...? Wiem, że jesteś obok i mnie słyszysz... - zacząłem - Dlaczego mnie opuściłaś? Dlaczego to zrobiłaś? Skarbie... - nie potrafiłem uspokoić łez - Gdzie twój cudowny śmiech? Gdzie jesteś? I dlaczego beze mnie... Przepraszam, przepraszam księżniczko... - szlochałem. Otarłem zapłakane oczy i wstałem. Rozejrzałem się. Zrobiłem krok w przód, włożyłem ręce do kieszeni. Jednak coś przykuło moją uwagę. Wyciągnąłem zawartość jednej z nich. List zaadresowany do Edi. Rozkojarzony oglądałem się za siebie. Nie wiedziałem, co tu robi, skąd znalazł się akurat w mojej bluzie.
- Maja? - spytałem. Nikt nie odpowiedział. Byłem sam. Całkiem sam... Rozłożyłem niepewnie kartkę. Czytałem dokładnie słowo po słowie. Uciszałem swoje myśli, aby móc zrozumieć, co chce mi przekazać. 

" I powiedz Leo, że go kocham, Najmocniej na świecie i przepraszam go za wszystko. Gdybym mogła cofnąć czas wszystko zrobiłabym inaczej, dosłownie wszystko... W sumie, może przesadziłam. Wszystko oprócz ciebie, Leo i Charlsa. Bądź szczęśliwa siostro. I nie pozwól Leo zapomnieć, błagam. Po prostu niech nie zapomni. A teraz ostatnia prośba skarbie. Niech on też będzie szczęśliwy, nie pozwól mu się zadręczać. Niech kocha życie tak, jak zawsze, niech znajdzie swoją cudowną księżniczkę :') Nie pozwól, by jego uśmiech był tylko wspomnieniem. Bo jego uśmiech znaczy dla mnie prawie tyle, co twój. Przepraszam za moje błędy i za to jak wielkim tchórzem jestem słonko."

Czytałem ten fragment w kółko i w kółko. Starałem się pojąć to wszystko. Nie obwiniała mnie. Nigdy. Nadal mnie kochała... Nie przestała...Była...
- Kochanie, nigdy nie zapomnę... Byłaś jedyną księżniczką, jedyną, idealną dla mnie... Dlaczego muszę być tutaj bez Ciebie? - łzy ciekły po mojej twarzy nieubłaganie. Spojrzałem w niebo. Niezwykle czyste, już ciemne niebo. Gwiazdy, świecące tym cudownym blaskiem... - Wiem, że gdzieś tam jesteś... Będę tęsknić, aniołku... - przygryzłem wargę i zacisnąłem pięści. Schowałem kartkę do kieszeni. Oddam ją Edycie... Skierowałem się z powrotem w stronę domu. Założyłem kaptur na głowę. Odczuwałem jej obecność obok. Ważne, żeby nie płakała... Tylko tyle. Dla mnie jest wszystkim... Nie ma jej już tu na ziemi, to boli, ale musi być gdzieś obok, czuję to. Każdy krok robię z tym cholernym bólem, czując pustkę i brak tej jednej osoby. Jedna, a sprawiła, że świat nie istnieje...



"Wszytko zapisane gdzieś w ruchu planet
Jak ma być - tak jest

Pogódź się z tym, amen.

Nawet jak tracisz cel, doceń każdy poranek

A życie wróci wiarę..."


~Charlie: Martwię się o Leo tak samo jak Edyta, ale nie mogę dać jej się zamartwiać czy płakać po kątach. Muszę być silny, wspierać i ja i Leo... - O czym tak myślisz? - spytała ze smutkiem. Strata Majki bardzo nas dotknęła... Złamała serca... - O tobie - wymusiłem uśmiech. - Mhm... I co ciekawego wymyśliłeś? - spytała, a ja podszedłem do niej powoli i położyłem dłonie na jej biodrach. - Tajemnica - szepnąłem jej do ucha, a potem przeniosłem swoje usta na jej szyję. - Przestań - odepchnęła mnie - Serio Charlie? W takim momencie? - spytała. - Chcę, żebyś na chwilę zapomniała - usiadłem na łóżku i spuściłem głowę. - To jest zbyt trudne - osunęła się po ścianie i zaczęła płakać. Wstałem z łóżka i podszedłem do niej mocno ją przytulając. Wtuliła się we mnie i rozpłakała jeszcze bardziej - Dlaczego nie może być normalnie? Już nie będzie... - Edyta - chwyciłem ją za podbródek i zmusiłem do spojrzenia mi w oczy - Musisz pamiętać o tym, że ona jest teraz w lepszym miejscu i żyć dalej. Płacz nic nie da. Wiem, że boli...Wiem, bo mnie też. I to bardzo - westchnąłem - Szczerze, trzymam się tylko dla was, ale teraz czuję, że wszyscy musimy się pozbierać. I żyć - pocałowałem ją, co odwzajemniła. Spokojnie się odsunąłem, a ona - uśmiechnęła. Z jej oczu nadal płynęły łzy, jednak po tak długim czasie, potrafiła się uśmiechnąć. Wstałem i podałem jej rękę. Powieliła ruch i wtuliła się we mnie. Pogłaskałem ją po głowie, a one wyszeptała:
- Przepraszam Charlie... Ona... - zachwiał jej się głos - ...Była dla mnie wszystkim. Zawsze była przy mnie i to boli najbardziej... Pewnie już nigdy się z tym wszystkim nie pogodzę, więc zrozum, że będę płakać. I nic na to nie poradzisz, misiu... Tak już będzie, ale się tym nie przejmuj, bo to nie twoja wina. Kocham Cię...
- Nie możesz być smutna, Edyta....
- Czasami trzeba - odsunęła się i uśmiechnęła - Ale teraz można powiedzieć, że się uśmiecham, co nie? Chociaż teraz... - odwróciła wzrok w stronę drzwi. Po chwili do pokoju weszła pani Diana.
- Jak się czujecie...? - spytała, łamiącym się głosem.
- Nie ma tragedii - odpowiedziała, a ja przytaknąłem - Chyba powinna pani odpocząć, tak mi się wydaje... - stwierdziła nieśmiało.
- Przydało by się, to prawda... - ziewnęła na samą myśl o tym, a ja się zaśmiałem - Tylko jeszcze jedno. Idziecie jutro do szkoły? Nie musicie, pewnie rozumiecie...
- Idziemy - odpowiedziała blondynka, zanim zdążyłem zaprzeczyć. Ygh.
- Musimy? - spytałem z nadzieją. - Charlie, nie możemy opuszczać szkoły... Chcę po prostu wrócić do siebie i cieszyłabym się, gdybyś był wtedy przy mnie... - posmutniała.
- Będę zawsze, kochanie... - przytuliłem ją.
- To może ja nie przeszkadzam - uśmiechnęła się mama Majki - Do jutra - pożegnała się i wyszła.
- Musimy? - powtórzyłem pytanie. - Tak Charlie, musimy - przytuliła mnie, a ja ją pocałowałem. Tym razem się nie odsunęła. ~Leondre: Szedłem przed siebie, a łzy zamazywały mi obraz. To wszystko jest zbyt trudne, nie daję rady... Ona była dla mnie wszystkim. Tym małym promyczkiem, tą nadzieją na lepsze dni. Postanowiłem, że wrócę do domu i porozmawiam z mamą... Ona zawsze potrafiła mi pomóc... Wie o TYM od mamy Majki, ale nie wie nic o ty, że to było samobójstwo. Po chwili byłem pod domem. Wszedłem do środka. Zdjąłem buty i poszedłem do salonu. Mama siedziała na kanapie. Widząc mnie momentalnie wstała, a po chwili była już obok. Przytuliła mnie do siebie, a ja zacząłem płakać. - Skarbie jestem obok - szepnęła. - Ale jej nie ma... I nie będzie - Leo - odsunęła mnie na długość ramion - Ludzie przychodzą i odchodzą, ale ona będzie żyła wiecznie w twoim sercu prawda? - Prawda... Mamo, tylko tu już nie do końca chodzi o to, że jej nie ma - starłem łzy. - A o co? - zdziwiła się. - Ona... Ona popełniła samobójstwo - łzy spłynęły po moich policzkach, mimo, że przed chwilą tak uparcie je powstrzymywałem. - Leo, o czym ty mówisz? - mama zbladła, - Ona nie chciała żyć, odeszła, bo miała dość tego świata. To moja wina - przytuliłem się do niej podobnie. - Majka nie chce, żebyś tak myślał Leo, na pewno - Nie obwiniała mnie, ale,,, - Nie ma 'ale'... Tam będzie jej lepiej, wiesz? - przerwała mi. - Wiem mamusiu... Tęsknię za nią... ~Edyta:
- Charlie? - spytałam, kiedy się od siebie odsunęliśmy.
- Tak?
- Jedziesz do domu niedługo, co nie?
- Noo, będę musiał... - westchnął - A co? Już masz mnie dość? - zaśmiał się.
- Nie - uśmiechnęłam się do niego - Po prostu ja chyba będę musiała dzisiaj odpocząć... Przemyśleć to i pożegnać się z tym wszystkim - rozejrzałam się po pokoju. Pełno naszych zdjęć na ścianach. Ahh, cudowne wspomnienia...
- Oki, kochanie - pocałował mnie w policzek i złapał za rękę - Tylko pamiętaj, nie zadręczaj się - odwzajemnił uśmiech.
- Będę pamiętać - przytuliłam go, a on wstał.
- To idę, księżniczko. Wyśpij się, dobranoc - szepnął i wyszedł. Od razu skierowałam się do łazienki. Zmyłam makijaż, wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w piżamę... Tak jak zazwyczaj, tylko z innym uczuciem. To coś było jak pustka. Już nie pójdę do jej pokoju, żeby pośmiać się z tego, że zrobiła coś głupiego. Nie powiem jej, że cudownie wygląda. Nie ujrzę jej uśmiechu, który stanowił wszystko, nie tylko dla mnie... Spojrzałam w lustro. Rozczochrałam włosy i westchnęłam. To nie to samo, co zawsze...
- Edyta, rusz dupę. Dasz radę, musisz... Dostałaś niesamowitą szansę i nie możesz jej zmarnować. Nie możesz... Ona nie chciałaby, aby tak to wyglądało. Po prostu uwierz, że nadal tu jest. Chociaż jej nie ma. Nie dosłownie. Jest obok... - dodawałam sobie otuchy - Oj, aniołku - zwróciłam się... do niej - narobiłaś mi wiele stresu, strasznie wiele. Nigdy nie zapomnę. Zawsze będziesz dla mnie najlepszą siostrzyczką... Chociaż wiem, że jesteś tam, gdzie chciałaś, będę tęsknić - po moim policzku spłynęła łza, którą szybko starłam - Nie bądź już nigdy smutna. I trzymaj kciuki...Za mnie i moje życie, bo teraz wolałabym być obok Ciebie... Kocham Cię, misiu... - spuściłam wzrok. Wzięłam głęboki oddech i wyszłam. Od razu rzuciłam się na łóżko i wtuliłam w poduszkę. Spojrzałam na zdjęcie ustawione na mojej etażerce, i nawet nie zauważyłam, kiedy zmorzył mnie sen.
~Leondre:
Otarłem łzy i bez słowa ruszyłem w stronę swojego pokoju. Wyciągnąłem kartkę z bluzy i schowałem ją do szafki. Położyłem się na łóżku i wspominałem. Każda chwila, każdy nasz wspólnie spędzony czas. To było coś cudownego. Łzy zaczęły ponownie spływać po moich policzkach.
- Byłaś, jesteś i będziesz moją królewną, moim małym aniołkiem, wiesz? Oj kochanie, co ty zrobiłaś z moim życiem? Wiesz, to, że nie byliśmy już razem nie oznaczało, że przestałem Cie potrzebować... Nie. Myśl, że jesteś obok, że oddychasz była dla mnie najważniejsza... Teraz wiem, że powinienem za tobą pobiec, nie zostawiać Cię samej. Co Ci przyszło do głowy? - w tym momencie nie mogłem już mówić. Czułem ból w klatce piersiowej. Myśl o tym, że jej już nie ma nie pozwalała mi swobodnie oddychać - Do jasnej cholery, co ja takiego zrobiłem?! - i w tym momencie dotarło do mnie, że zrobiłem wiele. Każda kłótnia, jej łzy, to ile razy ją zraniłem... To wszystko musiało mieć na to wpływ - Jezu, aniołku przepraszam - szepnąłem -Jestem idiotą - dodałem kierując się w stronę łazienki. Byłem jak w furii - Nienawidzę siebie - uderzyłem ręką w lustro rozbijając je. Moja ręka zaczęła krwawić, ale nie przejmowałem się tym. Spojrzałem na zlew. Cały zakrwawiony, w odłamkach szkła - Mogę do ciebie dołączyć? - spytałem biorąc jeden z kawałków. Spojrzałem na niego, a kolejna fala złych wspomnień przeszła mi przed oczami. Przejechałem po raz pierwszy, delikatna kreska, potem kolejna. Czułem pieczenie i to uczucie jakby emocje wyparowały, był tylko ból... - Leo, Charlie dzwoni - usłyszałem głos mamy z dołu. - Charlie - szepnąłem - Fanki, moje księżniczki - ostrze wypadło mi z ręki. Co ja zrobiłem?... - Leo? - ponownie dotarł do mnie głos mamy - Leondre? - chyba była już w pokoju. Ona...Ona się załamie. Co ja zrobiłem? - Synku - mama otworzyła drzwi od łazienki - Boże, co ty zrobiłeś? - zakryła usta dłonią i podbiegła do mnie. Z oczy leciały jej łzy. - Mamo ja nie chciałem... - szepnąłem cicho, a po moich nadgarstkach nadal spływała ciemnoczerwona ciecz.
- Jak to nie chciałeś?! Leo, błagam Cię, dlaczego... - szlochała.
- Mamo, nie płacz... Ja naprawdę nie chciałem, to był odruch - byłem załamy tym, co sam mówiłem. Odruch. Zryta psychika, zniszczona do końca.
- Chodź, dalej - pomogła mi wstać i pobiegła po opatrunki.
- Czym zawiniłem...Księżniczko, dlaczego mi na to pozwalasz?...
- Leo? - mama wróciła - Będzie trochę szczypało... - zerknęła z obrzydzeniem na rany. Zacisnąłem zęby i poczułem straszny ból. Woda utleniona jakby wyżerała mi rękę - Jest aż tak źle? - Jest tragicznie... Mamo, nie radzę już sobie - płakałem.
- Błagam Cię, synku... - wtuliła się we mnie. Po chwili postawiła mnie do pionu i chwyciła za ramiona - Nie rób tak już nigdy, przenigdy, dobrze? Ja już sama nie wiem, jak ci pomóc... Wszystkim jest trudno, ale musimy dać sobie z tym radę, nie ma innego wyboru... Rozumiesz?
- Rozumiem, przepraszam... - żałowałem, strasznie żałowałem.
- Po prostu nie wracajmy do tego, dobrze? - upewniła się i owinęła mi rękę bandażem.
- Dobrze... Co z Charliem? - spytałem.
- Dzwonił - wyszła na chwilę po telefon - Oddzwoń do niego - próbowała się uśmiechnąć i podała mi przedmiot. Wyszukałem kontakt i nacisnąłem zieloną słuchawkę. Blondyn od razu odebrał.
- Halo?
- Tak? - odezwałem się.
- Płakałeś? - spytał prosto z mostu, słysząc mój niepewny głos.
- Tak... Ale już jest oki - odpowiedziałem.
- Jesteś w domu? - Jestem, mówię, wszystko okej...
- Słyszę, że nie jest okej - nadal się upierał - Widzimy się jutro, tak?
- Jutro? - zdziwiłem się.
- Idziesz do szkoły? - Nie - stwierdziłem, a on się jedynie zaśmiał.
- Ja nie mam wyboru - westchnął - Edi chce koniecznie iść - dodał.
- Oki
- Leo nooo - przeciągnął już wkurzony.
- No co?
- Ogarnij się... Po prostu się ogarnij, bo nawet nasze rozmowy są sztywne... Kończę, pa - pożegnał się. Brawo Leo, strać wszystkich bliskich...Gratuluję... Marzyłem teraz tylko o tym, aby zasnąć i przeczekać to wszystko. Wspominałem ten moment, w którym dowiedziałem się o jej życiu. O tym, że się cięła... Niepotrzebnie popełniłem ten sam błąd...
~~*~~
Po długim szukaniu znalazłem ją siedzącą na parapecie. Podszedłem do niej. Brunetka spojrzała na mnie po czym zerwała się do ucieczki. ...Zajebiście... Zacząłem ją gonić. Zobaczyłem w jej rękach coś srebrnego. Przyśpieszyłem. ...Cholera, jak na laske szybka jest...Wreszcie ją dogoniłem. Złapałem w talii i odwróciłem.
- Czego chcesz? - zapytała, próbując powstrzymać się od łez.
- Płakałaś? - zapytałem.
- Może... nic ci do tego. - przewróciła oczami.
- Masz ładne oczy. - uśmiechnąłem się biorąc ją za ręce. Jej dłoń była jakaś taka wilgotna. Spuściłem wzrok na ręce Majki. To nie był pot, ani woda - to była krew. Z jej drugiej dłoni wyleciała żyletka.
- Co to ma być? Edi mówiła, że z tym skończyłaś. - wściekłem się.
- Więc ci powiedziała... - zaczęła Maja.
- Nie zmieniaj tematu. Tylko odpowiedz... Czemu? - zaszkliły mi się oczy.
- Wyjaśnię Ci... Daj mi chwilę. - mówiła próbując zatamować krew z dłoni.
- Zacznij tłumaczyć, a ja zaniosę cię do mojego pokoju i zrobię ci opatrunek.
- Dobrze... Bo widzisz... Ja nie chciałam sobie nic robić. Ja tak mam, że jak jestem smutna, to idę w miejsce odosobnienia... - przerwałem jej.
- Czyli parapet? - upewniłem się.
- Tak. Zawsze, gdy tak siedzę na jakimś parapecie wyciągam żyletkę z portfela. Nawet Edi o tym nie wie... Ale nie chcę sobie nic zrobić. Ja ją tylko dotykam i odkładam z powrotem. Już od dawna nic sobie nie robię.
- A jak wytłumaczysz to? - doszliśmy już położyłem Majke i wskazałem na rane.
- To był przypadek. Wystraszyłam się ciebie i zaczęłam uciekać.- Ale dlaczego? Nie mogłaś mi tego spokojnie wyjaśnić? - zapytałem otwierając jej drzwi od mojego pokoju.
- Nie. Bo bałam się, że weźmiesz mnie za idiotkę i... - przerwałem jej.
- Dobra teraz umyję ci ranę wodą utlenioną i obwiążę bandażem. - zgrabnie wykonałem te czynności.
- Auu! - Maja krzyknęła. - To szczypie. - przytuliłem ją.
- Już po wszystkim. - uśmiechnąłem się. - A teraz porozmawiasz ze mną?...
~~*~~
- Leo - mama ponownie do mnie podeszła - Co ze spotkaniem z fankami jutro? - Pójdę tam, mamo - westchnąłem. - Leo, na pewno? - Tak - wymusiłem uśmiech - Dam radę - dodałem. - Leondre, wiesz, że wszyscy chcą twojego szczęścia? - Wiem, a najszczęśliwszy jestem przy moich księżniczkach. Królewna odeszła, ale dla nich muszę być silny - zaszkliły mi się oczy. - Teraz to one będą wspierać ciebie, zobaczysz - pogłaskała mnie po głowie. - Dziękuję mamo - przytuliłem ją - Wiesz, boję się, że stracę wszystkich. - Nikogo nie stracisz, skarbie, o czym ty mówisz? - zdziwiła się. - Nie wiem, po prostu to co się ze mną dzieje, nie jest normalne... - Straciłeś osobę, którą kochasz, więc wiadomo, że cierpisz. Przecież Charlie jest przy tobie - Kazał mi się ogarnąć - westchnąłem. - Porozmawiaj z nim i powiedz, że potrzebujesz czasu. Przecież jesteście jak bracia - Myślisz, że zrozumie? - Oczywiście, że tak - uśmiechnęła się. - Dziękuje mamo. Pójdę do siebie - stwierdziłem. - Nie, Leo ja najpierw tam posprzątam, a ty idź usiądź na kanapę - posłała mi ciepły uśmiech. - No dobrze - wykonałem jej polecenia, a ona wyszła. ~Charlie: Martwię się o Leo... i to bardzo. Był jakiś... Dziwny. Jakby bał się czegoś, lub coś ukrywał. Muszę dowiedzieć się o co chodzi...
- Charlie? - spytała siostra z uśmiechem - Wszystko oki?
- Tak, Brooke, wszystko oki - uśmiechnąłem się do niej i wziąłem ją na ręce - Idź spać młoda, to nie godzina dla Ciebie - stwierdziłem, a ona się zaśmiała. Odłożyłem ją na ziemię.
- Dobranoc - posłała mi buziaka i pobiegła do siebie. To urocze... Zdjąłem koszulkę i położyłem się do łóżka. Myślałem jeszcze chwilę o Edi i zamknąłem oczy. Po chwili zasnąłem.
~~*~~
~Leondre:
Obudziłem się na kanapie. Nawet nie wiem, kiedy zasnąłem... Rozejrzałem się po pokoju, po czym podszedłem do szafy. Wyjąłem z niej ubrania i poszedłem do łazienki się przebrać. Spojrzałem na swoją rękę. Odwinąłem bandaż. Syknąłem z bólu. Opłukałem ranę pod zimną wodą i opatrzyłem ją na nowo, już sam. Nie wiem, jak mogłem to zrobić, po prostu nie wiem... Opłukałem twarz wodą i otrząsnąłem się. Westchnąłem i wyszedłem. Zszedłem na dół, a mama się uśmiechnęła.
- Hej Leo - przywitała się - Już lepiej? Zmieniłeś opatrunek... - spojrzała na moją rękę, którą od razu schowałem.
- Lepiej... - odpowiedziałem ze smutkiem i usiadłem przy stole. Brunetka podała śniadanie, które zjedliśmy w ciszy. Już miałem wrócić do siebie, ale mi przerwała.
- Uśmiechnij się, Leondre - posłała mi ciepły uśmiech - Będzie dobrze
- Wiem, mamo... - stwierdziłem i wróciłem na górę. Podniosłem telefon i od razu wybrałem numer do Charlsa. Trzeba to wyjaśnić...
- Halo? - odezwał się zaspanym głosem. - Cześć... Charlie musimy pogadać - westchnąłem. - Tak teraz? - Lepiej jak najszybciej, ale jeśli nie masz czasu to - Nie - przerwał mi - Mam czas. I przepraszam za wczoraj. Powinienem Cię wspierać, a nie wyjeżdżać z czymś takim - dodał ze skruchą. - Nie masz za co... To kiedy będziesz? - spytałem. - Będę od razu po szkole i wtedy już zostanę oki? I pojedziemy na podpisywanie. - Nie ma problemy. Dzięki stary... - Nie dziękuj. Cześć - Pa - rozłączyłem się i położyłem telefon na szafce. Tylko jak ja mam mu to powiedzieć? Przecież... On uzna mnie za idiote, który chciał targnąć się na własne życie. On zawsze jest tym bardziej poukładanym, dającym radę. Niby cichym, ale silnym. Nie zawsze na takiego wyglądał, ale znam go na tyle długo, że już zdążyłem to zauważyć. Daje radę ze wszystkim, to ja jestem tym dzieciakiem załamującym się po kontach, którego on podnosi. - Leo, coś się stało? - przestraszyła się mama. - Rozmawiałem z Charliem - westchnąłem. - Powiedziałeś mu? - Nie, ale powiem - spojrzałem na jej twarz - Mamo, ty płakałaś? - Nie, synku - uśmiechnęła się sztucznie. - Mamo... - przytuliła mnie. - Nie rób nigdy czegoś takiego - szepnęła. - Mamo, przepraszam...
~Edyta:
Otworzyłam oczy i przewróciłam się na drugi bok. Nie miałam ochoty wstawać, ale chyba nie posiadałam możliwości wyboru... Podniosłam się do pozycji siedzącej i rozejrzałam po pokoju. Pierwszy dzień bez niej, ygh... Wstałam i otworzyłam okno. Zimne powietrze powoli wdzierało się do mojego pokoju. Śnieg już topniał, chociaż jeszcze nie ma świąt. Zza chmur dało się ujrzeć słońce, chociaż znając Anglię i tak będzie dzisiaj padało. Podeszłam do szafy, chwilę zastanawiając się nad tym, co ubrać. Kiedy już wybrałam, weszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w wybrane ciuchy i nałożyłam delikatny makijaż. 
Outfit Edi
Spojrzałam na zegarek, wskazujący godzinę siódmą. Zerknęłam jeszcze w lustro, uśmiechnęłam sama do siebie i wyszłam. Spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy, w tym laptopa i MP3, po czym zbiegłam na dół. Zrobiłam sobie śniadanie do szkoły, bo nie było już czasu na jedzenie. Wyszłam z domu i po chwili byłam już na przystanku. Rozglądałam się wokół siebie. Czułam dotyk samotności, jednak nadal miałam nadzieję na świadomy powrót do rzeczywistości... ~~*~~ Dojechałam na miejsce. Weszłam do szkoły, a już na wejściu wszystkie twarze obróciły się w moją stronę. Przytłoczyło mnie to, ale szłam dalej. Usiadłam pod swoją klasą i wyciągnęłam laptopa. Jestem dużo przed czasem. Napisałam do Charliego na facebook'u i włączyłam muzykę, wcześniej podłączając słuchawki. W pewnym momencie grupa dziewczyn i kilku chłopaków podeszła do mnie z uśmiechem, a ja jedynie spytałam przerażona.
- Co... Coś się stało?
- To ty dostałaś złoty guzik w BGT, co nie? - odpowiedziała rozentuzjazmowana ruda.
- Noo... tak, a co?
- Zaśpiewasz nam coś? - spytała kolejna dziewczyna za nią. Wokół zbierało się coraz więcej ludzi, a ja pragnęłam zobaczyć w tym tłumie jedynie Charlsa.
- Ja... Przepraszam, ale jestem teraz zajęta - stwierdziłam niepewnie. - Oki, ale potem to zrobisz, prawda? - Tak, jasne - odpowiedziałam szybko zbierając swoje rzeczy i odchodząc. Nie byłam na to gotowa. Szłam przed siebie nie zważając na gapiących się ludzi. Po chwili znalazłam się w części szkoły w której uczy się Charlie. Zaczęłam szukać go wzrokiem, jednak nigdzie go nie było. Szłam dalej, aż ktoś zatrzymał mnie przytrzymując w talii. - Dzień dobry księżniczko - szepnął chłopak. - Dzień dobry - odwróciłam się wtulając się w niego mocno. Uniósł mój podbródek i złączył nasze usta. - Jak się czujesz? - Dobrze, tylko... - Tylko? - Wiesz jak siedziałam pod ścianą podeszło do mnie kilka osób... Pytały o BGT i złoty przycisk, a potem poprosili, żebym zaśpiewała - wytłumaczyłam mu w skrócie. - A co ty na to? - Skłamałam, że jestem zajęta i przyszłam tu - wzruszyłam ramionami. - Oj Edyta - pokręcił głową. - No co? - uniosłam brwi. - Zaśpiewasz dla nich jeszcze - pocałował mnie w policzek. - Raczej nie - wybuchłam śmiechem. - Oj tak - pociągnął mnie za rękę. - Charlie co ty kombinujesz?
- Zaśpiewasz, i tyle - zaśmiał się. Trzymał mnie za rękę i razem szliśmy przez przepełniony korytarz. Wszyscy się do mnie uśmiechali, a ja kompletnie nie wiedziałam, jak mam reagować. W pewnym momencie Charlie się zatrzymał, a ja ujrzałam przed sobą pianino.
- Grasz? Grasz - ponownie się zaśmiał, a ja usiadłam przy instrumencie. Blondyn wybiegł na chwilę z auli. W tym czasie zaczęłam grać. "Say something" było pierwszą piosenką, która przyszła mi na myśl. Po chwili wrócił z gromadą ludzi, którzy bacznie przyglądali się moim ruchom. Stanął obok pianina i zaczął śpiewać. Dołączyłam do niego. Z każdą sekundą zbierało się coraz więcej ludzi. Przytłaczało mnie to, jednak starałam się w całości oddać muzyce. Gdzieś w oddali ujrzałam Katy z ... Natally? Zamykam oczy. Gdy słowa nabierają nowego znaczenia...

"And I am feeling so small.
It was over my head
I know nothing at all.
And I will stumble and fall.
I'm still learning to love
Just starting to crawl."

Po moim policzku spłynęła łza, a w tłumie było słychać ciche "Aww". Kiedy skończyliśmy, otworzyłam oczy. Usłyszałam brawa i piski, na co się zaśmiałam. Otarłam policzek i wstałam do Charlsa, aby go przytulić. Nagle zadzwonił dzwonek i wszyscy rozeszli się do klas.
- Wiedziałem, że zaśpiewasz - stwierdził blondas i puścił mi oczko, na co pokazałam mu język ze śmiechem.
- Spadam na lekcje, deklu - zaśmiałam się.
- Do potem księżniczko - pocałował mnie w policzek i ruszyliśmy w przeciwne strony.
~~*~~
Właśnie wychodziłam z sali, kiedy natknęłam się na nowe przyjaciółeczki. Natally i Katy zmierzały w moim kierunku. Oparłam się o ścianę i spojrzałam na nie z nienawiścią. Przystanęły przy mnie i zmierzyły wzrokiem. 
- Co się gapicie? - w końcu nie wytrzymałam.
- Oo ofiara dostała skrzydeł? - zaśmiała się szyderczo Natally. 
- A tą drugą gdzie masz? - dodała Katy.
- Pewnie nie przyszła, bo jej życie jest aż tak do kitu? - zaczęły się wyśmiewać, a ja miałam łzy w oczach.
- No tak... Brak talentu 
- Chłopaka - w tym momencie obie wybuchły śmiechem. 
- No i dodatkowo - zaczęła Kate - Jej siostra to takie zero... Tak, o ciebie chodzi - w tym momencie moja dłoń wylądowała na jej policzku - Przesadziłaś - wycedziła przez zęby i już się zamachnęła. Przymknęłam oczy, ale nie poczułam bólu. Ponownie je uchyliłam i zobaczyłam Charliego. Trzymał rękę Katy. Spojrzałam na niego ze wstydem. Wyswobodziłam się spod ściany i uciekłam. Wybiegłam ze szkoły i ukryłam się za nią. W tym momencie żałowałam, że przyszłam do szkoły. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach.
- Aniołku czemu no? - wbiłam sobie paznokcie w skórę zanosząc się spazmatycznym płaczem - No dlaczego?! - po wykrzyczeniu tych słów usłyszałam kroki. Skuliłam się bardziej i czekałam - Edi... - zawołał cicho Charlie.
- Co? - wyszlochałam, a on mnie przytulił.
- Nie płacz skarbie - wyszeptał.
- Dziękuję... - łzy lały się już strumieniem po mojej twarzy.
- Nikt nie może Cię bić, miśka...
- A ja mogę bić innych? Cholera, nie! - odwróciłam się w jego stronę - Brzydzę się sobą! Nienawidzę siebie, nie wiem, jak mogłam ją uderzyć - mój głos się załamał.
- Nie miałaś wy...
- Miałam i to spory wybór - przerwałam mu - Idź stąd i zostaw mnie samą, bo tak już powinno być... Nie zasługuję na Ciebie Charls, idź...
- Edi, ale...
- Idź stąd! - rozkazałam, zanosząc się płaczem, a on poszedł. Zostawił mnie tak, jak chciałam. Wyciągnęłam z torebki słuchawki i MP3.
- Kaulitz... Opuściłam Cię, wiem o tym... Przepraszam, nie tak powinna się zachować Alien... - wyszeptałam w emocjach. Włączyłam pierwszą poznaną przeze mnie balladę chłopaków. "Rette mich"... Uratuj mnie. Przyjdź i uratuj mnie... Wsłuchiwałam się w każdą zagraną nutę. Szarpnięcia strun gitary elektrycznej. Głębokie dźwięki basu. Delikatnie wygrywająca perkusja. I ten głos, błagający o pomoc. Przetarłam twarz, ale łzy nadal napływały. Marzyłam, aby do niej dołączyć. Brak sił do samej siebie...

"Zum ersten Mal alleine in unserem Versteck 
Ich seh noch unsere Namen an der Wand 

Und wisch' sie wieder weg 

Ich wollt' dir alles anvertrauen 
Warum bist du abgehauen? 
Komm zurück - nimm mich mit 
Komm und rette mich - ich verbrenne innerlich 
Komm und rette mich - ich schaff's nicht ohne dich 
Komm und rette mich - rette mich - rette mich"* 

~~*~~ Siedziałam tam przez ostatnie dwie godziny szkoły. Czekałam, aż wszyscy wyjdą i Charlie pojawi się w bramie. W końcu ujrzałam jego sylwetkę.
- Blondasku? - spytałam, powoli zbliżając się do niego.
- Księżniczko? - obrócił się w moją stronę z uśmiechem.
- Idziemy?
- Jasne - odparł i skierowaliśmy się na przystanek autobusowy.  
~Charlie:
Odprowadziłem Edyte na przystanek. Usiedliśmy na stojącej tam ławeczce. Od razu przytuliłem dziewczynę. - Edi nie przejmuj się tym wszystkim - To nie takie proste - westchnęła. - Co się tam w ogóle stało? - spytałem niepewnie, a jej zaszkliły się oczy. - One obrażały Majkę. A potem dodały, że ma, a w sumie to miała do dupy siostrę - rozpłakała się. - Kochanie, nie przejmuj się już - złożyłem pocałunek na jej czole - Jesteś moją księżniczką, to nie twoja wina, że Ci na chwilę korona spadła - na moje słowa zaśmiała się nieznacznie. - Czasami jesteś uroczy - cmoknęła mnie w policzek. Jeszcze chwilę rozmawialiśmy, aż nie przyjechał jej autobus. Wstała i przysunęła się do mnie. - To do jutra kochanie - złączyłem nasze usta. - Do jutra - przytuliła mnie jeszcze i wsiadła do autobusu. Pomachała na pożegnanie i odjechała, a ja wybrałem numer do mamy. - Halo? - Cześć mamuś. Przyjedziesz po mnie na przystanek koło szkoły i zawieziesz do Leo? - spytałem. - No dobrze. Zaraz będę - zgodziła się. - To czekam - przerwałem połączenie i usiadłem. Pomyślałem o Majce. Chyba pierwszy raz mam chwilę, by tak poprostu to przemyśleć. Ona... W sumie nie wiem, jak ocenić nasze relacje, ale brakuje mi jej. Zawsze była taka uśmiechnięta obok Leo... Bez niej nie jest tak jak powinno, po prostu ona powinna być obok nas, być z nami. Mimo, że nie mieliśmy najlepszego kontaktu, nigdy nie myślałem, że mogłaby nas zostawić... Bardziej bałem się o Edi, zresztą nadal się boję...Ygh. Bez niej nigdy nie będzie normalnie... Rozmyślałem tak, gdy wreszcie podjechała mama. Wsiadłem do samochodu i ruszyliśmy w stronę Port Talbot.
~~*~~ - Dziękuję mamo, do potem - uśmiechnąłem się.
- Nie ma za co, synku. Baw się dobrze - puściła mi oczko i odjechała, a ja zapukałem do drzwi pani Lee. Po chwili otworzyła.
- Dzień dobry, Jest Leo? - spytałem.
- Jasne, wejdź na górę - uśmiechnęła się, a ja wbiegłem po schodach na piętro. Wszedłem do pokoju bruneta. Odwrócił się w moją stronę i zaśmiał.
- Hejka, a ty co bez pukania?
- Bywa - parsknąłem śmiechem i skoczyłem na łóżko - Już trochę lepiej?
- Jest oki - westchnął i skierował wzrok na swoją rękę. Pewien czas wpatrywałem się w zabandażowany nadgarstek chłopaka, po czym zdałem sobie sprawę, co się stało.
- Leo, coś ty zrobił?! - wyjechałem prosto z mostu.
- Miałem ci o tym powiedzieć, ale... Nie wiedziałem jak, Charlie, przepraszam... - odpowiedział załamany.
- Dlaczego to zrobiłeś?
- To był impuls...
- Leondre, jaki impuls?! Nie wiesz, że tak nie można... - złapałem się za głowę, a brunet opuścił głowę na dół.
- Wiem, ja wiem... Tylko to był odruch... Jestem idiotą, Charlie, wiem o tym...
- Nie rób tak więcej, dobrze? - spytałem, nie wiedząc już, co powiedzieć.
- Oki... Możemy zmienić temat? - odparł z nadzieją Leo.
- Już raczej nie mamy czasu, podpisywanie - uśmiechnąłem się delikatnie, co odwzajemnił.
- Leo, Charlie, jedziemy! - dało się usłyszeć wołanie pani Victorii.
- O wilku mowa - zaśmiał się chłopak - Dobra, chodź - zarządził i razem zeszliśmy na dół. Weszliśmy do samochodu i już byliśmy w drodze do centrum miasta.
~Leondre:
Całą drogę rozmawialiśmy. Charlie nie wracał do tematu, co bardzo mi pasowało. Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Przed budynkiem stało już mnóstwo fanek. Wysiedliśmy z samochodu, a one dosłownie rzuciły się na nas. Ich szczęście...To, jak bardzo cieszyły się z tego, że mogą nas przytulić - dodawało mi siły. Niestety po kilku minutach musieliśmy wejść do środka. Zajęliśmy swoje miejsca, a one zaczęły do nas podchodzić.
~2 godziny później~
Podpisywanie dobiegło już końca. Charlie dzwonił właśnie po swoją mamę, a ja stałem oparty o stolik. Wpatrywałem się w telefon, gdy usłyszałem krzyk.
- Leo - blondwłosa dziewczyna wpadła mi w ramiona.
- Jest już po - zaczął ochroniarz, ale dałem mu znak, że jest w porządku.
- Hej księżniczko. Jak masz na imię? - pocałowałem ją w czoło.
- Hej. Nikola - uśmiechnęła się. W tym momencie podwinąłem do góry rękawy koszuli. Blondynka przeraziła się.
- Coś się stało? Źle się czujesz? - spytałem ze strachem.
- Co to jest? - wskazała na moje zabandażowane nadgarstki.
- Yy...
~~*~~
No i jest!
Po miesiącu smutków, braku motywacji, braku sił do życia...
W końcu się udało i mam to, co chciałam osiągnąć x
Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie, misie <3
I co w sumie chcę jeszcze napisać ...
Niedługo koniec :')
Mam nadzieję, że mimo to, będziecie ze mną do końca i będziecie to przeżywać tak, jak ja <3
Oczywiście, dziękuję mojej Mai, u której też na dniach powinien pojawić się rozdział x Kocham Cię skarbie <3 !
Miłego wieczoru misie x ilyaxx
Enjoy.^^
~~*~~
*"Pierwszy raz sam w naszej kryjówce
Widzę jeszcze nasze imiona na ścianie 
i zmazuje je znowu
Chciałem Ci wszystko powierzyć
Dlaczego uciekłeś
Wróć- weź mnie ze sobą
Przyjdź i uratuj mnie- spalam się w sobie
Przyjdź i uratuj mnie- nic mi się nie uda bez Ciebie
Przyjdź i uratuj mnie- uratuj mnie- uratuj mnie"
 ~~*~~
Piosenki użyte w tym rozdziale:
~~*~~

piątek, 16 października 2015

Rozdział 32 - "People come and go, but memories never fade..."

PAMIĘTAJCIE O KOMENTOWANIU! KOMENTUJESZ - MOTYWUJESZ! ♥ MIŁEGO CZYTANIA ♥
The Band Perry - "If I Die Young" ~ klik♥
~~*~~- 
Wiadomo już coś? - pytałam co kilka minut, praktycznie dławiąc się łzami. 
- Jeszcze nie... - stwierdziła wyczerpana pani Diana - Edyta, będzie dobrze, już nie raz zdarzało jej się wyjść na cały dzień...Znajdzie się - pocieszała mnie. 
- Tylko zawsze była wtedy przy mnie, a teraz nawet nie wiemy gdzie jest!... - krzyczałam przez łzy. Po chwili chłopcy wrócili z poszukiwań z nieciekawymi wyrazami twarzy i usiedli obok mnie. Bez słowa wtuliłam się w Charliego, a Leo złapał mnie za rękę.
- Nic jej nie jest, jest naprawdę silna, wiem o tym... - stwierdził załamany brunet i spuścił wzrok.
- On dobrze mówi, naprawdę, nie możesz się tak martwić... - dopowiedział blondas i poczochrał mi włosy. Od tego momentu siedzieliśmy w ciszy, którą zaburzył jedynie jeden dzwonek. Telefon mamy Majki daje o sobie znać.
- Halo?... Gdzie?! - usłyszałam jej głos zza ściany, niestety nic nie zrozumiałam z rozmowy. Dało się usłyszeć jej cichy jęk i stukanie paznokci o blat. Kiedy się rozłączyła, z płaczem przybiegła do pokoju i próbując się opanować, pokazywała, że mamy wstać.
- Chodźcie do samochodu, jedziemy... - wydusiła cicho. Nie wiedzieliśmy, co się stało. Pobiegła do auta, a my za nią. 
- O co chodzi? - spytałam przerażona.
- Musimy wracać... - odparła nadal płacząc.
- Co?!
- Tak... - powiedziała, a my w ciszy czekaliśmy na dalszy przebieg wydarzeń. Już niedługo będziemy pewnie na miejscu...Teraz tylko zasnąć i obudzić się, już przy niej...~~*~~
Nie miałam pojęcia gdzie jedziemy, ale okolica wydawała się dziwnie znajoma... Po chwili zorientowałam się, że kierujemy się do studia BGT.
- Po co tam jedziemy? Co z Majką? - spytałam, ale Pani Diana, tylko tępo wpatrywała się przed siebie. Wtuliłam się w Charlsa i zaczęłam płakać. Po chwili w końcu byliśmy na miejscu. Nie wiedziałam, czy mam wstawać. Świat wirował, a ja była zbyt słaba. W końcu Charlie złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. - Zostańcie tu - rozkazała mama Majki. - Ale jak? - spytałam. - Zaczekaj i tyle - podniosła ton. - Nie...! Ja chce do Majki... - wyszlochałam, a ona spojrzała na mnie z wielkim smutkiem i z płaczem pobiegła w stronę drzwi. Chciałam biec za nią, ale Leo mnie zatrzymał. Razem z Charlsem mocno mnie do siebie przytulili...Mam złe przeczucia. Tak jakby jej się coś stało. To nie jest dobre uczucie. Jeśli jej coś jest, to ja tego nie przeżyję, w końcu to moja siostra. W tych dobrych i złych chwilach...Stojąc tak z chłopakami zauważyłam jakiegoś policjanta wchodzącego do środka...Czy czy może chodzić o Majkę? Jejku... W końcu nie wytrzymałam i wyrwałam się, aby pobiec w jego stronę. - Co z moją siostrą?! - wykrzyknęłam, biegnąc. - Jesteś z rodziny? - No, jestem siostrą...- skłamałam. - Twoja siostra...Ona nie żyje, przykro mi - odrzekł policjant i wszedł do środka. 
- Co? Jak? Że coś ty powiedział?! - osłupiałam. Wpatrywałam się w szklane drzwi studia, a po moich policzkach ciekły łzy. Nie potrafiłam przyjąć tego do wiadomości. Moje serce biło coraz szybciej. Coraz bardziej uświadamiałam sobie to, co właśnie usłyszałam. Opadłam bezradnie na ziemię i wybuchnęłam płaczem. Wszystko co przeszłyśmy...To nagle zniknęło. Tego nie ma, nie powtórzy się. Nie ma jej... Chcąc wyładować emocje, uderzyłam z całej siły w betonowe podłoże. Jeden raz, po tym drugi, trzeci. Nic nie pomagało. W pewnym momencie z mojej ręki zaczęła cieknąć krew, a ja jedynie jęknęłam z bólu. Poczułam to. Stratę tak ważnej osoby. Jeszcze odpłacę za to wszystko...
- Edi?! EDI! - w moją stronę biegł Charlie. Uklęknął obok i spanikowany zaczął krzyczeć.
- Co ty robisz?! Co się stało, do cholery?! - nie wiedział, co ma robić. Chwycił mnie za obolałą rękę i zauważył krew - Jak tyś to...?! - spojrzał mi prosto w oczy. Zapłakane, czerwone, opuchnięte oczy - Edyta, co tu się odpieprza?! - nadal krzyczał. Wydałam z siebie cichy pisk i ponownie zaczęłam cicho szlochać - Dlaczego nic nie mówisz, Edi... - wziął mnie na ręce i zaniósł z powrotem do samochodu.
- Charlie... - odezwałam się, tak naprawdę nie kojarząc tego, gdzie jestem. Przetarłam rozmazane oczy, a w mojej głowie znowu wszystko zaczęło się kręcić. Spuściłam wzrok na dół, a Charlie schylił się do mnie. Leo patrzył na nas jak wryty.
- Powiesz mi, o co chodzi?
- Majka ona... - znowu wybuchnęłam płaczem. - Co z Majką? - Leo spojrzał na mnie przerażony. - Majka nie żyje - wyszeptałam ledwo słyszalnie. - Co? - Nie żyje...Ona nie żyje! - powiedziałam tym razem dużo głośniej i z wielkim przerażeniem spojrzałam na Devriesa. Charlie również na niego spojrzał równocześnie mocno mnie przytulając. Blondyn był przerażony, widziałam to, jednak z Leo działo się coś gorszego... ~Leondre: Majka nie żyje...Te słowa jak mantra w mojej głowie. Czułem jak tracę oddech, jak bardzo trudno mi oddychać. Wszystko mnie bolało, ale tak naprawdę nie czułem zupełnie nic. Czułem się pusty, tak jakby Majka zabrała ze sobą wszystkie moje uczucia. Zabrała mi serce... - Leo - Charlie mną potrząsnął, a ja na niego spojrzałem - Przestań! - krzyknął. - Co..Coo? - To - chwycił moje dłonie, z których sączyła się krew. Nawet nie zorientowałem się, kiedy wbiłem sobie w nie paznokcie. Spojrzałem na szlochającą Edi i wtedy wszystko dotarło do mnie ze zdwojoną siłą. Wybuchnąłem płaczem i zacząłem krzyczeć, co czuję. - Leo - Charlie złapał mnie za ręce i przycisnął do siedzenia - Uspokój się - spojrzał na mnie przestraszony. - Ona nie żyje, ona nie żyje, nie żyje, Majka nie żyje!... - powtarzałem, szlochając. ~Charlie:
Próbowałem zachować spokój, ale w pewnym momencie wszystko runęło. Łzy nachodziły do moich oczu, jednak co chwilę je ocierałem. Chwyciłem się za głowę i próbowałem zrozumieć to, co się dzieje wokół mnie. Kiedy się odwróciłem, Edi przysunęła się do bruneta i mocno go przytuliła. Po chwili zastanowienia, dołączyłem do nich. Usiadłem obok i przytuliłem całą dwójkę. Tak siedzieliśmy, w otwartym samochodzie, w trójkę. Nas dwóch, a one?...One zawsze były dwie, teraz jednej zabrakło...
- Charlie... Nie płacz, ty nie możesz... - szepnęła Edyta i otarła łzy z mojego policzka, których już nie potrafiłem opanować.
- Nawet ja już nie potrafię...
- Zawsze to ty byłeś moją siłą... Teraz jesteśmy wszyscy bezradni... Nic nie poradzimy na tą jebaną śmierć... Ona przychodzi i zabiera nam bliskich. Nie myśli o ich życiu, o tym, co zostawiają... - wzięła głęboki oddech - Pamiętam, zawsze chciałam to zrobić... Chciałam umrzeć, nie zabierać innym powietrza, którym wszyscy oddychamy...
- Edyta, proszę Cię...
- ...I teraz już sama nie wiem, dlaczego śmierć musiała przyjść akurat po nią...
- Edi, nie mów tak - chwyciłem ją delikatnie za policzek.
- Powinna przyjść po mnie i pozbawić życia tą, która nie jest niczego warta...Pesymistkę, nie posiadającą zalet...A nie tą, która daje szczęście wszystkim wokół...
- Posłuchaj mnie... - wtrąciłem - Nie możesz tak mówić, rozumiesz? Nie możesz... Jesteś idealna. I-D-E-A-L-N-A. Nie możesz myśleć inaczej... Musisz żyć. Dla mnie, dla Leo, dla wszystkich wokół...Dla twoich fanów, dla BGT, po prostu dla życia... Tak naprawdę nie wiemy, co się stało z Mają, ale... - mój głos załamał się. Uciekałem wzrokiem i zdałem sobie sprawę z tego, że już nie uda mi się dokończyć tego, co chciałem powiedzieć. Po policzku spłynęło kilka kolejnych łez, które starłem i wychyliłem się w stronę blondynki. Objąłem ją, a ona nawet nie drgnęła. Przyglądała się szlochającemu Leo. Nie słuchał nikogo. Zamknął się, nic nie mówił. Zwyczajnie cicho płakał. Wiem, że bolało go to bardziej niż mnie. Pewnie tak bardzo, jak Edytę...
~Leo:
Chce być teraz z nią, z nią, dlaczego ona mi to zrobiła? Dlaczego ona odeszła, zostawiła mnie samego, zostawiła. Zabrała jedynie moje serce, zabrała ze sobą, a mnie zostawiła. - "Your heart is my home" - szepnąłem w pustą przestrzeń. Łzy spływały mi po policzkach, czułem się pusty. Jakby ktoś zabrał mi duszę, a ciało zostawił na ziemi. Potrzebuję jej, zawsze potrzebowałem, bo jest dla mnie jak powietrze. - Była Leo - powiedziałem sam do siebie i od nowa to do mnie dotarło. Ale niestety boli tylko bardziej. Nie wiem, nic już nie wiem...Jak to się stało? ~Edyta: Wtuliłam się w Charliego nadal płacząc. Spojrzałam na Leo. Jego ciche łkanie przerodziło się w histeryczny płacz. - Leondre - wyswobodziłam się z objęcia Charlsa i przysunęłam się do bruneta - Leo, nie załamuj się, błagam. No odezwij się... - przytuliłam się do niego, a on ani drgnął, nadal płakał. - Charlie... - spojrzałam na blondyna przerażona i chciałam wstać, ale w tym momencie Leo wtulił się we mnie nadal płacząc. - Nie ma jej, Edi - szepnął. - Wiem. I dlatego najważniejsze jest to, że teraz mamy siebie nawzajem, braciszku - starłam łzy z jego policzków, a on nadal mocno mnie przytulał. Charlie wepchnął się koło nas i dołączył do uścisku. Teraz mamy siebie i to jest najważniejsze. Musimy być razem, tak blisko ,jak nigdy.

"Zawsze razem, uśmiechnięci
Dziś płaczący, każdemu spływa łza
Bo stracili swojego małego aniołka"



~Diana:
Pobiegłam w stronę policji. Od razu zaprowadzili mnie na miejsce zdarzenia, aby wytłumaczyć mi, co tak naprawdę zaszło. Łzy lał się z moich oczu. Strata dziecka...Z jednej strony, jest to straszne... Z drugiej jednak nie poświęcałam jej zbyt dużo uwagi... Gdyby coś było na rzeczy, zauważyłabym... Zauważyłabym, gdybym chciała... Podeszłam do policjanta. W tym momencie ciało mojej córki było przewożone pod srebrzystą folią. Spojrzałam na niego z przerażeniem, a po chwili namysłu wybuchnęłam płaczem.
- Proszę się uspokoić. Wiem, że to dla Pani trudne, jednak nic już się nie dało zrobić... - stwierdził ze współczuciem.
- Gdyby Pan stracił dziecko, to czułby się Pan tak samo jak ja... - szlochałam. Kiedy udało mi się powstrzymać odrobinę płacz, spojrzałam na niego i westchnęłam. On zaczął mówić.
- Pani córka popełniła samobójstwo. Podcięła sobie żyły... - uciekł wzrokiem.
- Co? Jak? Ona...? - nie dowierzałam.
- Zabraliśmy wszystkie dowody. W jej portfelu, poza pieniędzmi i dokumentami znajdowała się żyletka. Wiedziała Pani o tym?
- Ja... Nie miałam pojęcia... - rozglądałam się z paniką po pomieszczeniu - Nigdy nie pomyślałabym, że mogłaby zrobić coś takiego...
- Zna Pani... Powód? - na te słowa ponownie się rozpłakałam. Nie wiem nawet, co ostatnio się u niej działo...
- Nie... - spojrzałam załamana na swoje buty i ocierałam łzy. Cicho szlochałam, nie potrafiąc zrozumieć tego, co się dzieję... Byłam okrutna, zasługuję na to...
- Proszę Pani? - funkcjonariusz upewnił się, że go słucham.
- Tak?
- Podpisze Pani resztę...Dokumentów, żeby było już...ehh, po sprawie - spojrzał na mnie ze smutkiem.
- Jasne, już idę... - odpowiedziałam i poszłam razem z nim do gabinetu.
~~*~~~
Po zakończeniu wszystkiego i dopełnieniu tych pieprzonych formalności, załamana wyszłam z gabinetu i postanowiłam wrócić do dzieciaków. Powoli ruszyłam ku wyjściu. Łzy nadal rozmazywały drogę, ale muszę im powiedzieć, że ona nie żyje. Muszę się też stąd wydostać. Niech to okaże się koszmarem, niech moja córka wróci...Będę idealną matką,tylko niech wróci... ~Edi: Siedzieliśmy przytuleni do siebie ciągle nawzajem się wspierając. Oni są mi teraz strasznie potrzebni...Zawsze byli, ale teraz wiem, że bez nich sobie nie poradzę...Po chwili usłyszałam kroki. Podniosłam głowę i uniosłam wzrok. Zobaczyłam panią Dianę. Nie była idealną matką, to prawda, ale ona potrzebuje wsparcia. Szybko wyswobodziłam się od chłopaków i wybiegłam z samochodu. Podbiegłam do kobiety i przytuliłam ją. - Już wiecie? - zdziwiła się. - Policjant powiedział, że Majka nie żyje - łzy spłynęły mi po policzkach, a mama dziewczyny upadła na kolana. - Byłam najgorszą matką, rozumiesz? - Nie prawda - przykucnęłam obok niej - Robiła Pani co mogła, ja to wiem. Nie może Pani tak myśleć - tłumaczyłam, a łzy nadal ciekły. Spojrzałam w bok. Leo siedział na jakichś schodach z twarzą ukrytą w dłoniach, a Charlie nad nim, tłumacząc mu coś. Blondynowi łzy nadal spływały po twarzy. Wiem, że próbuje być silny, ale w takiej sytuacji to zbyt trudne i dla niego... - Muszę zadzwonić do męża - wyłkała pani Diana. - Wiem, jestem z panią... - Co ja mu powiem? - Prawdę - westchnęłam. - Edyta, ja chce ją obok - rozpłakała się jak małe dziecko. - Naszemu aniołkowi będzie tam dobrze - szepnęłam i po raz kolejny przytuliłam mamę brunetki - Też za nią tęsknię, ale tam czeka ją lepsze życie... Musimy w to wierzyć - stwierdziłam, a mój głos się załamał. Przygryzłam wargę i przymknęłam oczy z nadzieją, że jak je otworzę, ona będzie obok. Chociaż tak naprawdę, nie chciałam ich otwierać. Wiedziałam, że to niemożliwe. Wolałabym zasnąć teraz na amen i być przy niej, niż już nigdy jej nie zobaczyć... Ale i to jest awykonalne... Otworzyłam oczy i spróbowałam się podnieść. Zakręciło mi się w głowie, więc musiałam się podeprzeć. Chwyciłam Panią Dianę za rękę i pomogłam jej sie podnieść. Podałam jej telefon z torebki i poklepałam po plecach.
- Poradzi sobie Pani - uśmiechnęłam się smutno.
- Nie mam wyboru... - westchnęła i otarła po raz ostatni łzy ze swoich policzków. Wybrała numer, nacisnęła zieloną słuchawkę. Po trzecim sygnale, tata Mai odebrał.
- Hej... - przywitała się z nim brunetka - Tak, stało się... i to dużo... - głos jej się załamywał, więc ponownie złapałam ją za rękę - Nasza córka nie żyje, Kamil...
- CO?!! - był słyszalny krzyk ze strony jej męża.
- Nie żyje... Odeszła od nas... - rozklejała się - Nie musisz przyjeżdżać. Porozmawiamy, jak wrócisz z pracy... - stwierdziła i rozłączyła się. Spojrzała się na mnie i delikatnie uśmiechnęła.
- Lżej? - spytałam.
- O wiele - pokiwała głową i uciekła wzrokiem - To co, młodzieży, jedziemy do domu... Wsiadajcie - rozkazała, a my wykonaliśmy polecenie.
- Leo na środek - stwierdziłam. Blondyn dziwnie się na mnie spojrzał, po czym powoli wsiadł do auta. Za nim brunet i ja jako ostatnia. Przytuliłam chłopaka i co chwilę szeptałam "Będzie dobrze, Leondre... Moja siostrzyczka będzie tam szczęśliwa, wiem o tym...". Wiedziałam, że został sam i to jemu jestem teraz potrzebna najbardziej, jako siostra, przyjaciółka, jego wsparcie. Charlie na pewno zrozumie. Leo został bez swojej księżniczki. Może i zostawiła go, ale tak na prawdę złamała mu serce dopiero dziś, bo odeszła. Zostawiła go tu, na ziemi, a sama poszła do lepszego świata. Właśnie w tej chwili uświadomiłam sobie, że nie wiem co się stało, ale zapytam w domu, na razie nie chcę psuć atmosfery. Nadal płaczemy, ale jest lepiej, nikt już nie dostaje ataków histerii.
- Chce do niej dołączyć - szepnął brunet. - Nie mów tak - poprosiłam. - Nie powinienem płakać, powinienem być już tam z nią - ciągnął swoje. - Ona by tego nie chciała, wolałaby, żebyś żył tu i był z nami oraz ze swoimi fankami. Chciałbyś płaczu Bambinos? - spytałam. - Nie...Wiesz, że nie, ale Edyta, ja bez niej nie potrafię żyć, nie potrafię. Mimo, że mnie zraniła ja jak głupi szalałem z miłości do niej, a teraz kiedy jej nie ma czuję, że to było to. Ta prawdziwa, cholerna miłość. - Wiesz, że Austin tak naprawdę nie za wiele dla niej znaczył? Ona zrozumiała, że to ciebie kocha prawdziwie, wiem to - uśmiechnęłam się, a łzy ponownie popłynęły. Poczułam jak Charlie mnie obejmuje. - Najważniejsze, że mamy siebie. We trójkę damy radę, a o Majce w życiu nie zapomnimy, prawda? - szepnął.
- Nie możemy zapomnieć, nigdy... Nie wybaczyłabym sobie tego, wiesz o tym - starałam się utrzymać swój uśmiech.
- Wiem... - odpowiedział, a my dojechaliśmy na miejsce. Wysiedliśmy pod domem, pociągnęłam Charliego za rękę i weszliśmy razem do środka. Za nami szedł brunet i Pani Diana. Kiedy chciałam wejść z blondynem na górę, Devries zatrzymał się i cicho westchnął.
- Leo? - obejrzałam się za chłopakiem.
- Hmm? - uniósł ciągle spuszczoną głowę do góry.
- Chodź z nami, nie będziesz tu przecież tak stał - powiedziałam, nadal próbując się uśmiechnąć. Wszedł z nami na górę, omijając jej pokój. Charls razem z nim. Ja jednak nie mogłam sobie podarować.
- Zaraz przyjdę - zakomunikowałam i weszłam do pokoju siostry. Ujrzałam biurko z napisanym listem. Zerknęłam na niego, ale wolałam schować go do kieszeni. Na ścianach wisiały nasze wspólne zdjęcia. Ze studia RYS, ze szkoły, ze wspólnych spotkań, kolonii, wycieczek, konkursów... Z pierwszego dnia w Anglii... Z początku naszej przygody. Wpatrywałam się w jej twarz. Ten cudowny uśmiech, zawsze taki ciepły wyraz twarzy. Wyróżniające się, azjatyckie oczka...
- Kochanie, dlaczego mi to zrobiłaś?... - spytałam, a po moich policzkach znowu zaczęły spływać łzy. Dzisiaj ich nie powstrzymuję, nie warto. Każde wspomnienie będzie przywoływać płacz, to jest normalne... Ważne, żeby pamiętać. Bo te wspomnienia nigdy nie znikną... Zrobiłam kilka następnych kroków. Jej komoda i szafa. Otwieram ją. Porozwalane ubrania, kosmetyki... Nic nowego, typowa Maja. Bałaganiara...W sumie, ja nie lepsza. Też zawsze mam bałagan, nawet częściej od niej... Zaczęłam składać jej rzeczy i układać na swoim miejscu. Skoro jej nie ma, wszystko musi być zrobione idealnie. Na pewno nie chciałaby, żeby już do końca panował tu nieład. Tym bardziej w kosmetykach... Powkładałam je do trzech kosmetyczek. Pozbierałam biżuterię, pochowałam buty. Zamknęłam szafki i ponownie przeszłam kawałek dalej. Jej okno, na którym zawsze siedziała, gdy była smutna. I... włączony laptop. Otwarty twitter...Zaczęłam czytać te wszystkie tweety, skierowane do mojej siostry...Pytania o to, co zrobiła Leo, pełno hejtów. Z każdym kolejnym zdaniem nie mogłam powstrzymać łez. Ludzie są okrutni, oceniają człowieka mimo tego, że go nie znają. Ten świat jest do niczego. Pełen nienawiści. Ludzie są zawistni, nie mają serca, a świat staje się jedną, wielką mieszaniną zła i bólu. I wtedy wszystko zaczęło mi się łączyć... Hejty, BGT... Czy ona mogła?... Szybko wyciągnęłam kartkę, która znalazłam na biurku i z wstrzymanym oddechem zaczęłam ją czytać.
"Cześć kochanie xx Jeśli to czytasz, znaczy, że mnie już nie ma, że udało mi się. Tylko błagam, nie płacz. Jesteś cudowną osobą i nie zasługujesz na łzy i smutek. Pewnie mnie teraz za to nienawidzisz..." - Wcale cię nie nienawidzę - przerwałam na chwile czytanie - Kocham Cię, tylko kurwa wróć do mnie - powiedziałam już przez łzy i czytałam dalej. "Byłaś dla mnie najlepszą siostrą. Mam nadzieję, że będą spotykać Cię tylko dobre rzeczy i wyjdzie Ci w BGT, bo mi nie wyjdzie... Nic mi w życiu nie wyjdzie. Tracę nawet Ciebie. Widzisz, nie umiem niczego docenić. Yghh, koniec o mnie. Chciałam się z tobą pożegnać. Kocham Cię słonko, zawsze będę z tobą, w twoim sercu, wiem to. One zawsze było dla mnie otwarte i mam nadzieje, że pozwolisz mi tam zostać. Będę nad tobą czuwać i nie pozwolę Ci upaść, a ty? Nie zapomnij o mnie, pamiętaj nasze wspólne chwilę i to wszystko, co przeżyłyśmy. Bądź szczęśliwa z Charliem i po prostu żyj najlepiej jak potrafisz, kochanie. I powiedz Leo, że go kocham, Najmocniej na świecie i przepraszam go za wszystko. Gdybym mogła cofnąć czas wszystko zrobiłabym inaczej, dosłownie wszystko... W sumie, może przesadziłam. Wszystko oprócz ciebie, Leo i Charlsa. Bądź szczęśliwa siostro. I nie pozwól Leo zapomnieć, błagam. Po prostu niech nie zapomni. A teraz ostatnia prośba skarbie. Niech on też będzie szczęśliwy, nie pozwól mu się zadręczać. Niech kocha życie tak, jak zawsze, niech znajdzie swoją cudowną księżniczkę :') Nie pozwól, by jego uśmiech był tylko wspomnieniem. Bo jego uśmiech znaczy dla mnie prawie tyle, co twój. Przepraszam za moje błędy i za to jak wielkim tchórzem jestem słonko. Pamiętaj,że zawsze byłaś najważniejsza x Kocham Cię - Twoja Majka".
Starałam się nie płakać, jednak naprawdę, to jest nie do wykonania. Łzy ciekły na podłogę, a razem z nimi mój cały makijaż. Nie chce nawet wiedzieć, jak teraz wyglądam. Rozejrzałam się po jej pokoju po raz kolejny. Panikowałam. Nie wiedziałam, co teraz zrobić. Zabiła się?...Ona?...Przecież... Yghh... Usiadłam na łóżku i zakryłam ręką twarz. Cicho szlochałam, w tym samym czasie próbując wymyślić sposób, na przekazanie to chłopakom... Wtedy usłyszałam pukanie do pokoju.
- Edi? Mogę wejść? - spytał blondyn, delikatnie uchylając drzwi. Ponownie złożyłam kartkę, całkowicie spanikowana i schowałam ją do kieszeni.
- Eeee..ee... Jasne - odetchnęłam, żeby się uspokoić i otarłam łzy. Blondyn usiadł naprzeciwko mnie po turecku i mówił szeptem.
- Leo to przeżywa... Strasznie. I nie bój się poświęcać mu więcej czasu, niż mi. Zasługuje na to, kochanie... Nie będę zły, a widzę, że czasami się wahasz... - zbliżył się do mnie i złapał mnie za rękę - Słońce, pamiętaj. Bez względu na wszystko, jestem przy Tobie... Jesteś tą, dla której warto poświęcić życie... Chcę, żebyś znowu się uśmiechała i chociaż wiem, że to bardzo trudne, zrobię wszystko, aby to jak najszybciej powróciło... Aby ona - przerwał i westchnął ze smutkiem - ...nic nie zmieniła. Nie zapomnimy o niej, bo zawsze będzie wśród nas, ale nie możemy przez resztę życia cierpieć... Damy radę - zbliżył się jeszcze bardziej i powoli złączył nasze usta. Kiedy odsunęliśmy się od siebie, spojrzałam mu prosto w oczy, po czym spojrzałam w stronę drzwi. Obydwoje wstaliśmy i skierowaliśmy się do pokoju obok. Leo siedział zamyślony na moim łóżku. Ustałam przy biurku nie wiedząc od czego zacząć. W pewnej chwili z kieszeni wypadł mi list. Szybko zebrałam go z ziemi i włożyłam do bluzy Leo leżącej na krześle. Tam nikt go nie zobaczy, a po rozmowie zabiorę kartkę ze sobą. Westchnęłam i zebrałam się do mówienia.
- Chodzi o to, że ja muszę... Muszę wam coś powiedzieć - głos mi się załamał. - Edi? Co się stało? - Majka... Ona... Majka... - Edyta spokojnie - Charlie chwycił mnie za rękę - Mów jasno i powoli - dodał. - Majka...Ona...Ygh...Popełniła...Ona się zabiła - wyszeptałam. - Co, Edi? Jak to? - Charls był w szoku. Spojrzałam na Leo. Był przerażony, a z jego oczu płynęły łzy. Wybiegł z pokoju zabierając po drodze bluzę. Bluzę z listem...
~~*~~ Po dosyć dużym opóźnieniu, ale jest ! 32...
Powiem Wam, że były momenty, w których podczas pisania płakałam, dlatego zajęło mi to tak dużo czasu. Do tego miałam dosyć słaby dzień i praktycznie przysypiałam na lekcjach :') Bezsenność tak bardzo...
Ostatnio w moim życiu wiele się zmieniło. Było dużo problemów, smutków i innych takich rzeczy, przez co pisanie też się opóźniło.
A i tak dla jasności - ten rozdział nie jest napisany pod wpływem moich złych emocji, zwyczajnie było to zaplanowane xx
Dziękuję bardzo mojej kochanej Majce ♥
Jak zwykle zresztą, bardzo pomaga mi w pisaniu i tak naprawdę nie wiem, co bym bez niej zrobiła ♥ Kocham Cię, skarbie i gratuluję tych 50 wymarzonych komentarzy pod rozdziałem, bo zasługujesz, kochanie ♥ ! Ja to sobie o tym na serio mogę pomarzyć xd
Ale, już kończąc. Dziękuję Wam, że jesteście i że czytacie to, co tworzę.
Ily ♥ !
Już niedługo widzimy się w kolejnych. Miłej nocy (bo wstawiam to ok. 23:30)
albo miłego dnia miśki ♥
Enjoy.^^